Wczoraj późnym wieczorem, idąc spać, zauważyłem że jedna robotnica kombinuje coś przy kokonie, który już sobie oznaczyłem jako prawdopodobnie kolejny do otwarcia, a inna majstrowała przy wielkim kokonie który zdecydowanie do otwarcia się nie nadaje jeszcze. Niestety musiałem iść spać, wstawanie prawie dzień w dzień o 0530 ma to do siebie że trzeba wcześnie się położyć.
Trochę cofnę się w czasie żeby dorzucić kolejne fakty. Po pierwsze, wspominana wcześniej młoda robotnica jak się okazało ma niewykształcone w pełni stopy drugiej i trzeciej pary odnóży [tak jakby były zlepione razem czy coś]. Z tego względu nie chodzi zbyt sprawnie. Ściemniała trochę [nadal jest jaśniejsza od starych robotnic] i miałem nadzieję, że to tak po prostu z tymi nogami wygląda na początku, ale chyba się nie zmieni. Co najdziwniejsze, mimo to aktywnie uczestniczy w życiu gniazda. Zawsze mi się wydawało, że w przyrodzie organizmy kalekie, zmutowane, zdeformowane nie mają najmniejszej szansy przeżycia. Po prostu nie są karmione i zdychają. Naturalny mechanizm eliminacji wadliwej kombinacji genów z puli genetycznej gatunku. Jeśli jednak się zastanowić to przecież robotnica mrówek [no ok, są wyjątki, ale nie u campo] i tak nie ma szansy przekazać swoich genów potomstwu. Rodzi to wiele pytań natury genetycznej.. Jak to się dzieje, że jedne robotnice dojrzewają prawidłowo, a inne nie. Może to z genetyką nie ma nic wspólnego? Może po prostu nieprawidłowy rozwój poczwarki wynikał z czynników mechanicznych, albo z jakiegoś patogenu [grzyb, bakteria, wirus]? Bo przecież czy robotnice nie powinny być genetycznie identyczne? Chyba jednak nie.. dostrzegam pewną lukę w mojej myrmekoedukacji ;) Napewno będę z uwagą obserwował pierwszą robotnicę. Póki co sporo odpoczywa, ale też widziałem ją zajmującą się jajami i larwami, więc wydaje się dawać sobie radę. Na początku było mi trochę przykro, i bałem się jak to będzie dalej z innymi robotnicami, ale dostrzegam w tym potencjał do ciekawych obserwacji.
Co do drugiej robo to jej kokon już kilka dni wyglądał inaczej niż reszty. Niestety nie mam zdjęcia, ale pokrótce: wyglądał inaczej niż ten z którego wykluła się pierwsza robo, głównie w tym że nie był taki jakby oblepiony na poczwarce, tylko tworzył taką nadmuchaną torebeczkę. Wybaczcie mi dobór słów, ale nie wiem jak to inaczej opisać. Niemniej było widać, że poczwarka w nim jest już ciemna i gotowa do opuszczenia bezpiecznej kołyski. W rzeczy samej wydawała się bardzo ciemna. Dziś kiedy już ją widziałem w górnej jamce [tej gdzie teraz siedzą wszystkie prawie mrówki] zaskoczyło mnie to że jest na takim poziomie wybarwienia jak ta pierwsza, która miała przecież kilka dni na złapanie koloru. Różni się jasnością od starych robotnic, ale w żadnym stopniu nie jest tak przezroczysta jak pierwsza po wyjściu z kokonu.. Zagadkowe. Może pierwszą za szybko wyzwolono z kokonu i dlatego jest teraz taka nie halo? Nie wiem. Poczekam na kolejne z wnioskami.
Tak czy siak, teraz w gnieździe jest 8 robotnic i w jakiś sposób wydaje mi się, że mrówki czują się swobodniej. Trzy robotnice siedzą w zamurowanym korytarzu na dole gniazda i ogólnie mrówki są bardziej takie rozproszone, co wg mnie znamionuje ich spokój/komfort. Wydawało mi sie że korytarz przy wlocie jest całkiem zamurowany żwirkiem, ale wczoraj położyłem na karmniku złapanego mola i dziś już go nie było. Znalazłem go wewnątrz gniazda. Królowa i niektóre robotnice mają wypełnione odwłoki. Królowa czerwi ciagle [widziałem dziś robo z nowym jajem w szczękach, odnoszącą je do inkubacji]. Z tego co widziałem za to jest tylko jedna larwa, ale kokonów jest chyba 8. Mało miałem ostatnio czasu na siedzenie przy formi i żałuję tego teraz. Postaram się zrobić kilka zdjęć zwłaszcza, że pogoda ie zachęca do spacerów.
Duży kokon, wczoraj jakoś tak szarpany przez jedną robo, dziś leży spokojnie, w całości. W środku widać już zarys wielkiej głowy. Ni emogę się doczekać efektów!
Trochę cofnę się w czasie żeby dorzucić kolejne fakty. Po pierwsze, wspominana wcześniej młoda robotnica jak się okazało ma niewykształcone w pełni stopy drugiej i trzeciej pary odnóży [tak jakby były zlepione razem czy coś]. Z tego względu nie chodzi zbyt sprawnie. Ściemniała trochę [nadal jest jaśniejsza od starych robotnic] i miałem nadzieję, że to tak po prostu z tymi nogami wygląda na początku, ale chyba się nie zmieni. Co najdziwniejsze, mimo to aktywnie uczestniczy w życiu gniazda. Zawsze mi się wydawało, że w przyrodzie organizmy kalekie, zmutowane, zdeformowane nie mają najmniejszej szansy przeżycia. Po prostu nie są karmione i zdychają. Naturalny mechanizm eliminacji wadliwej kombinacji genów z puli genetycznej gatunku. Jeśli jednak się zastanowić to przecież robotnica mrówek [no ok, są wyjątki, ale nie u campo] i tak nie ma szansy przekazać swoich genów potomstwu. Rodzi to wiele pytań natury genetycznej.. Jak to się dzieje, że jedne robotnice dojrzewają prawidłowo, a inne nie. Może to z genetyką nie ma nic wspólnego? Może po prostu nieprawidłowy rozwój poczwarki wynikał z czynników mechanicznych, albo z jakiegoś patogenu [grzyb, bakteria, wirus]? Bo przecież czy robotnice nie powinny być genetycznie identyczne? Chyba jednak nie.. dostrzegam pewną lukę w mojej myrmekoedukacji ;) Napewno będę z uwagą obserwował pierwszą robotnicę. Póki co sporo odpoczywa, ale też widziałem ją zajmującą się jajami i larwami, więc wydaje się dawać sobie radę. Na początku było mi trochę przykro, i bałem się jak to będzie dalej z innymi robotnicami, ale dostrzegam w tym potencjał do ciekawych obserwacji.
Co do drugiej robo to jej kokon już kilka dni wyglądał inaczej niż reszty. Niestety nie mam zdjęcia, ale pokrótce: wyglądał inaczej niż ten z którego wykluła się pierwsza robo, głównie w tym że nie był taki jakby oblepiony na poczwarce, tylko tworzył taką nadmuchaną torebeczkę. Wybaczcie mi dobór słów, ale nie wiem jak to inaczej opisać. Niemniej było widać, że poczwarka w nim jest już ciemna i gotowa do opuszczenia bezpiecznej kołyski. W rzeczy samej wydawała się bardzo ciemna. Dziś kiedy już ją widziałem w górnej jamce [tej gdzie teraz siedzą wszystkie prawie mrówki] zaskoczyło mnie to że jest na takim poziomie wybarwienia jak ta pierwsza, która miała przecież kilka dni na złapanie koloru. Różni się jasnością od starych robotnic, ale w żadnym stopniu nie jest tak przezroczysta jak pierwsza po wyjściu z kokonu.. Zagadkowe. Może pierwszą za szybko wyzwolono z kokonu i dlatego jest teraz taka nie halo? Nie wiem. Poczekam na kolejne z wnioskami.
Tak czy siak, teraz w gnieździe jest 8 robotnic i w jakiś sposób wydaje mi się, że mrówki czują się swobodniej. Trzy robotnice siedzą w zamurowanym korytarzu na dole gniazda i ogólnie mrówki są bardziej takie rozproszone, co wg mnie znamionuje ich spokój/komfort. Wydawało mi sie że korytarz przy wlocie jest całkiem zamurowany żwirkiem, ale wczoraj położyłem na karmniku złapanego mola i dziś już go nie było. Znalazłem go wewnątrz gniazda. Królowa i niektóre robotnice mają wypełnione odwłoki. Królowa czerwi ciagle [widziałem dziś robo z nowym jajem w szczękach, odnoszącą je do inkubacji]. Z tego co widziałem za to jest tylko jedna larwa, ale kokonów jest chyba 8. Mało miałem ostatnio czasu na siedzenie przy formi i żałuję tego teraz. Postaram się zrobić kilka zdjęć zwłaszcza, że pogoda ie zachęca do spacerów.
Duży kokon, wczoraj jakoś tak szarpany przez jedną robo, dziś leży spokojnie, w całości. W środku widać już zarys wielkiej głowy. Ni emogę się doczekać efektów!
0 komentarze:
Prześlij komentarz